wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 7





"Life always has two sides."






Następny dzień; 
Amy;

Rano obudził mnie okropny ból pleców. Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam śpiącego Max’a z błogim uśmiechem na ustach

*musi mu się coś miłego śnić* stwierdziłam ciężko zdychając i powoli wydostając się z jego uścisku starając się wstać. *raczej ta kanapa nie jest najwygodniejsza* pomyślałam rozmasowując dolną część pleców. Na palcach starałam się opuścić salon co nie wyszło mi zbyt dobrze gdyż z całej siły przy dzwoniłam w fotel nieopodal kanapy – który jakimś cudem znalazł się na mojej drodze . Innymi słowy zrobiłam wielkie BUUM!! Upadając na podłogę

-Amy ??-no ładnie obudziłam śpiocha.

- Auu?- zawyłam nadal siedząc na podłodze.
Słyszałam jak Max zrywa się z sofy i chwilę później stał przede mną śmiejąc się na cały dom
-Ha Ha bardzo śmieszne –stając się ukryć rozbawienie z własnej głupoty, co jednak nie zbyt dobrze mi wyszło gdyż wybuchłam nie pohamowanym śmiechem tarzając się po podłodze
- Może mi pomożesz? – zapytałam wyciągając ręce i przybierając poważny wyraz twarzy
- jasne, sierotko Marysiu
- ej, to nie moja wina że ten fotel- wskazałam na rzecz – Tu się zmaterializował – dokończyłam pocierając ręką nogę *ooch będzie wieeeelki siniak, marzyłam o nim całe życie *
- tak,tak- mówił starając się opanować śmiech 
- ooo skoro już wstałeś to ty robisz śniadanko – krzyknęłam wskazując go palcem  jego mina była bezcenna
-ej no!- chciał się kłócić ale spojrzałam na niego miną nieznoszącą sprzeciwu (taką spod wilka= co zresztą zawsze na niego działa , bo się zamyka=)
- dobra, dobra- tak i było teraz, podniósł ręce w geście niewinności- dzisiaj dzień w sierocińcu?- spytał zmieniając temat i kierując się do kuchni
- tak idę się przy szykować ,zaraz jestem z powrotem – wybiegłam z kuchni wpadając do sypialni jak tornado szybko wybierając ubrania  i wpadając do łazienki .
Po odbyciu porannej toalety wróciłam do kuchni
- jestem – oznajmiłam siadając przy wysepce –a ty co dzisiaj porabiasz?
-idę na zakupy , muszę uzupełnić i szafę i lodówkę
- jak na razie opróżniasz moją lodówkę – wyjaśniłam przekomarzając się
-oj tam, taki bonus byciem sąsiadem ze swoja z siostrą – puścił mi oczko kładąc stertę kanapek na stole – smacznego
- no co ty nie powiesz?? – uniosłam brwi chichotając- Smacznego – od powiedziałam biorąc pierwszego i nie ostatniego gryza kanapki
- o której wychodzisz?- spytał
- 8;30 a co?
-nic, jest 8;20-odpoiedzial zerkając na zegarek wkładając naczynia do zmywarki
-ok. to ja się zbieram- zaczęłam powoli podnosić się z krzesła i kierując na korytarz – jak będziesz wychodził to zamknij drzwi , na klucz Max, NA KLUCZ – za akcentowałam ostatnie słowa,* nie wiadomo co wpadnie mu do tego łba * pokiwałam głową z dezaprobatą nakładając buty i sweterek
- Ok.- Max miał klucz zapasowy do mojego mieszkania tak jak ja do jego .Szybko cmoknęłam go w policzek i wyszłam z kamienicy



**Około 30 minut później **

Po wejściu do ośrodka zostałam zapoznana z planem mojego dnia, więc od razu wzięłam się za pracę. Mianowicie ; przygotowanie stołówki do obiadu, później posprzątanie , pomoc przy zabawie z dziećmi itd.

Pomimo że byłam taka jaka byłam i nie zbyt lubiłam ludzi to uwielbiałam przebywać z tymi tutaj bez względu na wiek.

Niektórzy nastolatkowie są zbuntowani tak jak ja (choć nie w tak wielkim stopniu) a inni są grzeczni i posłuszni ,inni zagubieni zamknięci w sobie jeszcze inni przyjmują wszystko zawsze takim jakie jest , mniejsze osóbki są słodkie i bezbronne może nam się wydać że są za małe żeby zrozumieć co się w okół nich dzieje ale to jest błąd one są o wiele mądrzejsze.

Każdy tutaj jest inny , każdy z innego powodu tu trafił i każdy przeżył w swoim życiu tragiczną mniej lub więcej historię ale wszystkich łączy jedno ; marzenie poczucia się bezpiecznym ,kochanym , wolnym ,potrzebnym .Może wiem tyle  dlatego że jestem pół sierota i też przebywałam w takim miejscu jak oni – rozumiem ich .

Wiem co to znaczy ,wiem jak im ciężko , jak się czują i że potrzebują miłościi tak jak ja jej potrzebowałam - teraz uważam że nie jest ona mi potrzebna , może dlatego że boję się zranienia a może po prostu nie wierzę że pewnego dnia poznam odpowiednią osobę dla mnie i będę z nią szczęśliwa na zawsze , brzmi to bardziej jak bajki które często czytałam dzieciom …

Dlatego Nie mogę pozwolić żeby osoby tutaj czuły się samotne tak jak ja się czułam. Chce im każdym z osobna oddać trochę mojej uwagi i miłości, którą tam gdzieś głęboko mam ukrytą , aby nie czuły się nie potrzebne, nie kochane bez użyteczne, samotne tak jak było w moim przypadku .

Świat  jest okrutny, nie zważa na twoje uczucia , jest w nim pełno rozpieszczonych , zadufanych w sobie, bogatych bachorów nie liczących się z ludzmi takimi jak ja czy te dzieci. Dla nich najważniejsze jest to co zrobiłaś, skąd pochodzisz , kim jesteś , co osiągnęłaś w życiu.Oni nie patrzą na to co masz w środku jaka jesteś tu i teraz ,nawet nie dają ci szansy. Ktoś by mógł zapytać dlaczego jestem taka pesymistyczna moja odpowiedz ; wystarczy otworzyć oczy i się rozejrzeć, wystarczy popatrzyć na gwiazdy. Według zwykłych ludzi nie różnimy się od nich niczym ,ale dla nich nie masz kasy , możesz spadać .Gardzą nami,zamykając wszystkie nasze drzwi.  

Nie jestem osoba która lubi gwiazdy może dlatego mam odmienne zdanie i kieruje się tym czym się kieruje. Moje zdanie jest trudno zmienić i ten kto będzie chciał to zrobić musi się poważnie wysilić. W moim świecie nic nie przychodzi łato , musisz walczyć żeby dostać to czego pragniesz i o czym marzysz , zupełnie inaczej niż bogaci wpływowi ludzie którzy dostają to czego chcą jedynie na skinienie palcem.



***

Dziś nic specjalnego nie miało miejsca w placówce .

 Jedynie zwołano naradę personelu, który tam pracuje i dostaje w zamian  za to pieniądze ,a że ja ich nie dostaje i Grace też nie nie mogłyśmy być na nim ale z tego co się dowiedziałam mają mieć jakąś  niespodziankę dla dzieci.

 Około 13;50 znajdowałam się w drodze powrotnej do domu

***
Z tego względu że jest końcówka czerwca i oceny są wystawione nie muszę spędzać czasu ucząc się przed laptopem.  Dlatego poległam na kanapie w salonie przed TV. Nie dane mi było jednak długo nacieszyć się ciszą i spokojem gdyż do mojego mieszkania wparował Max witając się całusem w policzek
-jak  sierocińcu, jadłaś coś ?? –spytał idąc do kuchni
- w sierocińcu ok. ,przyzwyczajam się , nie jadłam nic nie chce mi się gotować zamawiamy pizze ? – spytałam
- to dobrze – uśmiechnął się – mi tym bardziej nie chce się nic gotować więc zamawiam – od powiedział wyciągając telefon. Tak tak Max potrafi gotować, chociaż tyle 
Po  niecałych 45 minutach pizza spokojnie spoczywała na blacie stołu do którego zasiedliśmy z kubkami gorącej herbaty.

Rozmawiając o wszystkim i o niczym zaczęliśmy konsumować obiad.




**godzinę później**

Umyci i pachnący zasiedliśmy na kanapie rozmawiając

- co robiłaś dzisiaj w sierocińcu ?- spytał zaciekawiony Max

-sprzątałam , spędziłam czas z dziećmi , dowiedziałam się o jakiejś niespodziance dla nich – wyjaśniłam. Max znał mnie tak dobrze jak nikt inny i wiedział ze  zaczynam się przywiązywać do tych wszystkich  dzieci na swój sposób- pomijając ,puki pamiętam , wpadłam na pomysł – uniósł brwi w zapytaniu– chce  żeby Emy zamieszkała ze mną , w końcu przyjechała tu na wakacje tylko ,a chciała być tu ze Mną i ze swoim ‘menem’ –zrobiłam cudzysłów nad słowem men na co zachichotał – jak myślisz??-spytałam

- wydaje mi się że to dobry pomysł – uśmiechnął się

-Ok. porozmawiam z nią jutro.-

- nawiązując do MENA –podkreślił ostatnie uśmiechając się – chce ci kogoś przedstawić.

-Masz mena ?? – spytałam zaskoczona

- Nie głuptasie jestem hetero , miałem na myśli dziewczynę i chce ci ją przedstawić –poruszał brwiami

- ty idioto – zaczęłam okładać go poduszką  udając wściekłość.

- ejjj za co to – piszczał jak mała dziewczynka próbując się obronić.

-nie mówiłeś wcześniej że kogoś masz –odparłam wkurzona

- bo mówię teraz?? nie było czasu , no weź

-Ok, to ci podaruję, ostatni raz- pokiwałam mu przed nosem palcem wskazującym siadając  obok

-dzięki ci Boże- złożył ręce jak do modlitwy – to kiedy – zapytał od razu spoglądając na mnie na co wywróciłam oczami z jego głupoty

- w weekend ??

-Ok, a wracając do niespodzianki  sierocińcu to co to będzie??- spytał pod ekscytowany

-nie mam pojęcia –wzruszyłam ramionami

-może Lady Gaga , albo Myszka Miki ?? –strzelał

- Ha Ha – zaczęłam się śmiać- nie – wypaliłam kręcąc głową z powaga.

- ale skąd wiesz ?

- nie wiem

- no właśnie – wyszczerzył się.

Tak więc kilka minut prowadziliśmy spekulacje co to może być.

- Ok. idę do siebie pomieszkać – za komunikował Max wstając z kanapy

- Ha Ha – wybuchłam śmiechem na dobór jego słów 

- no co ?- udał że nie wie o co chodzi

- nic, idz już śpiochu

- do jutra – pożegnał się całując mnie  w skroń

- Pa , śpij dobrze- pomachałam mu na odchodne. Słysząc że zakluczył za sobą drzwi wyłączyłam TV i światło. Po ciemku dostałam się do swojej sypialni wskoczyłam pod kołdrę  i powoli zasypiałam. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heej<33  jak wam mijają wakacje?? 
mam nadzieje że rozdział się podoba ;p
Przepraszam za błędy jeśli się pojawiły.
Mile widziane komentarze kochani <3
następny rozdział w czwartek lub piątek ;P 
BUZIOLEE ♥