piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 17








"Jeśli kogoś kochasz,to pozwól mu odejść"







Następny dzień ;

Amy;
Dzisiaj nadszedł ten dzień,dzień od którego wszystko się zacznie, a może raczej wszystko się skończy.Jedno wiem na pewno -- nic nie będzie już takie samo.
Istnieją takie dni do których odlicza godziny,minuty,sekundy,nie mogąc się ich doczekać ,ale są i też takie  jak ten kiedy chcemy zatrzymać upływający czas i trwać w nim jak najdłużej, nie pozwalając nikomu na oznaczenie w kalendarzu go jako dnia który przeminął bezpowrotnie wprowadzając do naszego życia stałe zmiany. 
Dla mnie dzisiejszy dzień będzie wyjątkowo ciężki i zmieni wszystko bezpowrotnie, ponieważ po raz ostatni widzę Nathan'a.
Ludzie mogą powiedzieć że nie widzą w tym nic trudnego,że to zwykły dzieciak z którym nie łączą mnie żadne więzy krwi, że przecież ja jedynie bawię się w opiekunkę z przymusu...
Mają  po części rację. Na początku tak było; przychodziłam jedynie do sierocińca bo musiałam,ale to się zmieniło w dniu w którym poznałam małego zawsze uśmiechniętego chłopca. 
Przebywając tu od dłuższego czasu ; ja tak jak i on przywiązaliśmy się do siebie w pewien sposób. Nie obchodzi mnie w tym momencie to jak bardzo ckliwie to wszystko brzmi, ale to co ma dzisiaj się stać.
Ten mały,radosny ,pełen energii chłopiec nadał mojemu życiu chęci,chęci do walki, chęci do przychodzenia tutaj,chęci do zmieniania się , stawania lepszą.
Mimo tego ,że jego życie było tak samo ciężkie jak moje i że mieszkał w domu dziecka pokazał mi radosną stronę świata który mnie otacza. 
Wypełniał moje życie kolorami od początku mojego przybycia do sierocińca. 
Dlatego tak cholernie ciężko będzie mi pożegnać się z nim.
 Jedyną dobrą stroną tego wszystkiego jest to że będzie miał szczęśliwą,prawdziwą,kochającą rodzinę której ja nie miałam i własny dom.
Nie ważne jak będzie daleko, nie ważne czy kiedykolwiek uda mi się go zobaczyć na zawsze pozostanie moim młodszym bratem, którego nigdy nie miałam,a z którym kochałam spędzać swój czas.

***

Wchodząc do ośrodka,od samego progu słychać gwar,ale co się dziwić,przecież to koniec obiadu.
Z dla w tłumie rozpoznałam sylwetki zespołu, z tego co wiem Nathan ma być dzisiaj z 2/3 One Direction ,dlatego powoli udałam się do sali mając nadzieję spotkać tam Nathan'a 
-Aaaamyyyy- no i się nie pomyliłam 
-Heej bomblu -przywitałam się klękając na przeciwko niego i przytulając go do siebie 
-pobawimy się??- spytał z nadzieją
-jasne - wstałam kierując się do miejsca z zabawkami.
Wszyscy zapewne zostali już po informowani ze chłopiec nas dzisiaj opuszcza. Skąd to wiem?? 
Dzieci przygotowały dla Nathan'a rysunki,a ponadto pozwalają mu bawić się zabawkami,którymi z ogółu bawią się codziennie oni.
-Amy??
-Hyym?
-będziesz za mną tęskić?-spytał siadając na moich kolanach i spoglądając mi w oczy.
*tego się obawiałam*
-tak, nawet nie wiesz jak bardzo
-to dobrze, bo ja też będę-uśmiechnął się, na szczęście naszą konwersację przerwało wtargnięcie Zayn'a,Niall'a i reszty grupy.
-to co robimy- spytałam aby uniknąć jakichś niezręcznych pytań
- rysujemy!- zawołał radośnie
-Ok - chwilę później dostałam blok i kredki więc przenieśliśmy się do stołu zaczynając rysować. 
Spojrzałam przelotnie w miejsce gdzie siedzieli chłopcy z zespołu. 
Zayn wychwytując moje spojrzenie uśmiechnął się promiennie i energicznie pomachał w moją stronę, odwzajemniłam się mu krótkim uśmiechem, następnie skupiając całą soją uwagę z powrotem na malca i kontynuując zabawę. 



*jakiś czas później*

Harmider w sali został przerwany przez wkroczenie dyrektora wraz z parą,która zaadoptowała Nathan'a
-Nathan- odezwał się dyrektor przyjaźnie uśmiechając, a w sali nastała grobowa cisza. Wszystkie oczy były skupione na mnie i chłopcu wczepionym w moje ramiona 
-skarbie-szepnęłam opierając brodę o jego głowę 
-już się rozmyślałem,nie kce iść - ukrył głowę w mojej szyi jeszcze bardziej wtulając się we mnie i cicho łkając 
-hej,rozmawialiśmy o tym -zaczęłam gładzić jego plecy, ten dziecięcy szloch łamał mi
serce
-wiem - pociągnął nosem
-to nie płacz - szepnęłam przytulając go znowu i zamykając oczy przez co pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.Szybko ją starłam nie chcąc pogorszyć sytuacji.
Odciągnęłam na wyciągnięcie rąk płaczącego chłopca i wytarłam jego mokre  policzki uśmiechając się przez łzy w oczach. 
-musimy się pożegnać,dobrze??- spytałam na co pokiwał głową potakując
-Amy
-hymm
-chce ci coś dać,żebyś wiedziała o mnie - odsunął się 
- pamiętała?-poprawiłam go
- oo tak pamiętała 
- co takiego?- zapytałam, wystawił rękę  moim kierunku z pluszowym lekiem,którego nie odstępował na krok
- ale..-chciałam zaprzeczyć ale mi przerwał 
-prose,bedzie cie pilnować kiedy ja nie bede - uśmiechnęłam się przez łzy 
-dobrze- szepnęłam - to ja też ci coś dam żeby było fer ok?- pokiwał głową na zgodę
-co?? - zapytał, odwiązałam czarną bransoletkę z muliny na której znajdowało się moje imię i nałożyłam na nadgarstek malca. 
-będzie przypominać ci o mnie - wiem że to  tylko bransoletka ale nie byłam przygotowana na wymianę drobnych rzeczy.
-ok- przytulił mnie jeszcze raz , a ja pocałowałam go  czoło mówiąc
-choćmy - wstałam wyciągając do niego rękę którą chwycił i wraz z dziećmi znajdującymi się w sali wyszliśmy na dziedziniec
Nathan spojrzał na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczkami z nadzieją, z nadzieją na lepsze jutro, jego policzki były pokryte łzami na całej powierzchni a ciałem wstrząsał delikatny szloch. 
Z ciężkim sercem klęknęłam przed nim ponownie wycierając jego oczy i pozwalając pojedynczej łzie spłynąć po moim policzku
-pamiętaj,że co by się nie działo zawsze będę tutaj - wskazałam na jego serce pociągając nosem
-a ja tutaj - wskazał na moje,ostatni raz przytulił się do mnie uśmiechając się delikatnie i chwycił wyciągnięta rękę swojej nowej mamy wsiadając do auta.
Ja jedynie stałam z rękami ściśle związanymi na mojej klatce piersiowej, wraz z rozmazanym obrazem i łzami spływającymi po policzkach cicho łkając.
Samochód odjechał, nie było po nim najmniejszego śladu, tak jakby nigdy się nie pojawił, a teraz wejdę z powrotem do budynku i przywita mnie roześmiana buzia
Nathana krzycząca moje imię i namawiająca do zabawy,
nie,
to koniec, już nigdy nie będzie tak samo,ponieważ go tu już nie ma i nie będzie...
Chwile później moje rozmyślania przerwał ktoś ściśle mnie obejmujący. Ta osoba uspakajająco głaskała mnie po plecach zataczając niewielkie koła.
Nie obchodziło mnie w tym momencie że stoję na środku dziedzińca płacząc bo ważna osóbka w moim życiu odeszła bezpowrotnie, ponieważ większość ludzi tutaj wiedziała że jesteśmy przywiązani i sama nie ukrywała swoich łez.
- Shhh- wyrwał mnie z przemyśleń znany głos. Osoba czule obejmująca mnie pachniała dymem papierosowym, *zayn* mogłam się domyśleć przecież nie ma dzisiaj Grace.
- dzięki -  uspokoiłam się , a przynajmniej próbowałam wycierając łzy i opuszczając silne ramiona mulata. Z jakiegoś dziwnego powodu czułam się w nich o wiele lepiej..
 - do usług - uśmiechnął się pocieszająco
- będę wracać- wyjaśniłam mu
- poczekaj - zatrzymał mnie - odprowadzę cię -  spojrzała na niego unosząc brew
- tak mogę iść, już cały zespół wychodzi teraz - wyjaśnił 
- ok- nie miałam ochoty się z nim ani sprzeczać ani droczyć a tym bardziej kłócić 
 Chciałam po prostu iść...
Więc tak też zrobiliśmy idąc przed siebie.


***

-hyyym, coś mi nie pasuje -powiedział przyglądając mi się uważnie z uśmiechem 
- co takiego?- spytałam ciekawa
-obciełaś się - w końcu zgadł , kiedy wyszliśmy z sierocińca zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się i żartować, jednym słowem poprawił im mi humor, no dobra nie jednym - podoba mi się - dokończył
- dzięki, mi też - wystawiłam mu język
-bożżże tak trudno cię komplementować -westchnął udając zrezygnowanie - spływa to po tobie, nawet się nie czerwienisz - rzucił 
- jesteś w tym coraz lepszy - pocieszyłam go 
- serio? 
- hyym , nie -wystawił mi język odwracając się do mnie plecami 
Obecnie znajdujemy się w parku i siedzimy na ławce.
-Ok, nie dąsaj sie - puknęłam go w ramię-idziemy się czegoś napić?? ja stawiaam - przeciągnęłam 
Chłopak głośno westchnął odwracając się do mnie z powrotem * taaak wygrałam* 
- ey ja próbuję się gniewać

- przepraszam nie wychodzi ci - wzruszyłam ramionami kryjąc uśmiech
- wiem - westchnął - nie umiem się na ciebie długo obrażać jesteś za bardzo..- urwał
- za bardzo??? - naciskałam
- walnięta?? -spytał
- masz trzy sekundy- zaczęłam- jeden - zerwał się z ławki - trzy - zaczęłam go gonić po całym parku, między drzewami naokoło fontanny, między ludźmi.
- a gdzie dwa??
- poszło się jebać - wybuchliśmy śmiechem opadając na ławkę 
- dobra daruje ci , ale ty stawiasz picie 
- ok - uśmiechnął się próbując wyrównać oddech - i wcale nie myślę że jesteś walnięta - wyznał
- wiem, jestem seksi
- i skromna- podsunął 
- kochasz to -mrugnęłam do niego 
-jak cholera - zaczęliśmy wstawać ze swojego miejsca i maszerując  kierunku w którym znajdziemy coś do picia. 



***
- chcesz wejść?- spytałam stojąc pod kamienicą 
-jasne -uśmiechnął się 
Powoli ruszyliśmy do odpowiednich drzwi, wchodząc później w głąb mieszkania .
- rozgość się ja skocze po coś do picia - wskazałam na salon
-Ok 
Wchodząc do kuchni natknęłam się na białą karteczkę 
Amy; 
Jestem u kolegi, tego od którego się prze prowadziłem do ciebie, jak by coś to dzwoń, będę koło 20
Kocham 
Ian xx
Ahhh więc już wiem gdzie się podziała moja zguba. Wzięłam dwie szklanki wypełnione cieczą  i wróciłam do salonu. Postanowiliśmy wspólnie oglądać film, tak więc też zrobiliśmy.

* około 2h później *
Po skończonym filmie Zayn postanowił wrócić do domu, tak więc się stało, a kilka chwil później do domu wrócił Ian
- hej-ucałował mój polik
- hej
- co tam?- spytał siadając obok mnie i układając głowę na moich kolanach 
- nic ciekawego , a tam?? 
-oglądałem dzisiaj auta
- ii? - spytałam zaciekawiona 
- mam jedno na oku
- to świetnie ,ale ja też chce mieć swoje
- na razie jedno nam wystarczy 
- racja - zamieniliśmy jeszcze kilka słów, a po chwili wstałam z kanapy chcąc udac się pod prysznic 
- a ty gdzie idziesz? - spytał
- myju  myju, pucu pucu ? - pokazałam gestami mycie pach przez co wybuchł śmiechem 
- Ok,rozumiem - tak więc udałam się do łazienki gdzie się umyłam i przebrałam w piżamkę w postaci ; dużej bluzki Ian'a i  czarnych bokserek
Czysta wyszłam z pomieszczenia udając się z powrotem do salonu 
- a ty do pracy - zaczęłam 
- yghhh-  jęknął w proteście- szukam lepszej 
-przyjemnej pracy braciszku puki co-pożegnałam się z nim całusem w polik i weszłam do swojego pokoju kładąc się do łóżka.
Długo nie musiałam czekać gdyż po kilku minutach zapadłam w sen
To był ciężki dzień....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, Hello ♥
Cieszycie się że jeszcze tydzień i do szkoły ?,ja bardzo ;p ( czujecie ten sarkazm?? )
Dobrze dobrze, przybywam z 17, następny w poniedziałek lub wtorek ( jeszcze nie wiem ) 
Czytasz ? = zostaw po sobie ślad !  
Do napisania <33 

1 komentarz: