"Kiedy myślisz,że wszystko się ułoży,dzieje się coś co wszystko niszczy..."
Dwa miesiące później
Amy;
Przez dwa miesiące moje życie uległo zmianą,zapewne nie tylko moje,ale również większości ludzi na świecie.
W moim przypadku mam na myśli dobre zmiany , a nawet i lepsze.
Zaczynając - przez ten czas zbliżyłam się z Zayn'em.
Początkowo nie cieszyłam się z tego że on chce mnie poznawać i chce wkroczyć do mojego życia,ale z czasem zaczęłam zmieniać zdanie = możliwe przez to że byliśmy podobni z charakteru ?
,a może przez to że oboje kochaliśmy rysować? tego nikt nie wie i zapewne nikt się nie dowie.. = Teraz otwarcie mogę powiedzieć że jesteśmy przyjaciómi , przyjaciółmi najlepszymi.
A co do przyjaciół..? poznałam chłopców ; Louis'a,Niall'a,Liam'a i Harry'ego , którzy są bardzo pozytywnymi, pełnymi energii ludźmi spełniającymi swoje marzenia.
O dziwo z każdym z nich bez problemu znalazłam wspólny język przez co
powiększyłam grono osób zajmujących ważne miejsce w moim życiu...
Mój braciszek też dokonał zmian przez ten okres czasu, ale pewne rzeczy zostawił bez zmian.
Mam na myśli mieszkanie, nadal mieszkamy razem, on spłaca połowę czynszu a ja połowę , uznaliśmy że tak będzie najlepiej.
Kupił auto i zmienił prace jako recepcjonista w hotelu .
co z Emy i Max'em ?- nadal są razem szczęśliwi,nadal ze sobą mieszkają i choć bardzo rzadko się widujemy nadal się przyjaźnimy.
a co ze mną??
Ja za kilka dni znowu "zacznę chodzić do szkoły" ( uczyć się przez internet) , skończyłam sezonową prace w Nandos i nadal chodzę do sierocińca.
Podsumowując, dwa miesiące okazały się pełne zmian.
Wszystko to co się w nich stało miało pozytywne skutki, mam nadzieję że wszystko się ułoży.
***
Moje krótko obcięte włosy układały się w różne strony,a ubrania ,które miałam na sobie nie różniły się dużo od ubrań noszonych przeze mnie na co dzień.
Dzisiejszego popołudnia postanowiliśmy z Zayn'em wybrać się do kina, oczywiście na przyjacielski seans.Nasz wybór padł na Smerfy w 3D.
Można uznać że to dziecinne ale... tak to jest cholernie dziecinne, my chcieliśmy właśnie stać się teraz dziećmi,a zwłaszcza mulat, który pragnął chwilowo usiec od nachalnych paparazzi czyhających na niego za każdym zakrętem.
Z moich przemyśleń wyrwało mnie stukanie do drzwi. Założyłam buty i sweterek a następnie otworzyłam drzwi.
-Hej - uśmiechnął się mulat,ostrożnie nachylając się i cmokając mój policzek.
-Hej
- gotowa na przygodę życia??
-pewnie- uśmiechnęłam się - cała na przód ??
- tak
Od tych kilkunastu tygodni tak jak wspominałam dużo się zmieniło , ja i zayn wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko.
Mówiąc prawie mam na myśli to że nie wspominaliśmy o naszych rodzina , omijałam ten temat szerokim łukiem , jeszcze nie byłam gotowa aby opowiadać o tym a on nie naciskał, cierpliwie czekając aż się otworze pewnego dnia.
Wspólnie zawsze czuliśmy się dobrze, komfortowo, a czas zawsze ekspresowo nam uciekał.
Mogliśmy porozmawiać na każdy temat wiedząc że druga osoba nas wysłucha, zrozumie, pocieszy, doradzi.
W razie problemów, smutków, chwilowego załamania czy rozczarowań ta druga osoba była obok.
Bo on jest dla mnie a ja dla niego...
Wystarczył jeden SmS ; jedno połączenie a po chwili znajdowałam się albo ja albo on i nie zadawając pytań któryś z nas zagarniał potrzebującą osobę w swoje ramiona.
Zaczynaliśmy rozumieć się bez słów....
***
Po bajce ,którą obejrzeliśmy postanowiliśmy udać się do domu chłopaków.
Drzwi otworzył nam roześmiany Niall'er ,a już od progu dało się słyszeć krzyki,a raczej kłótnie Harry'ego i Louis'a oraz próbującego ogarnąć ich Liam'a .
-Hej Niall'er- przywitałam się wchodząc do środka
- Hej - przytulił mnie spoglądając z uniesionymi brwiami na zayn'a - co ty masz we włosach?
- co ? mam coś? -zapytał mulat dotykając swojej czupryny
- to popcorn !- blondyn wyjął z włosów mulata wymienioną ?rzecz? i wsadził sobie do ust.
Zayn spojrzał na mnie jak obrażone dziecko przez co wybuchliśmy śmiechem wchodząc do salonu.
- Heej- zwróciłam się do Liam'a - a tym co??- spojrzałam na Louis'a goniącego Harry'ego ze szpatułką do miksera w ręce.
-Hej,Harry próbuje piec ciastka czekoladowe,ale Louis chce marchewkowe-przerwał wskazując otwartymi rękami na chłopaków- za ty Harry nie chce mu ich zrobić więc wapniało myślny Loui postanowił za pomocą tych oto szpatułek od miksera powyrywać trochę włosów Harry'emu. - westchnął ciężko na głupotę Larry'ego a my wybuchliśmy ponownie śmiechem - jedną udało mi się wyrwać Louis'owi,jeszcze jedna- westchnął ciężko
- Pomocy !!!-piszczał Harry
- mogę się tym zająć, ale nie odpowiadam za siniaki i zadrapania - za proponowałam
- tylko go nie zabij - dał mi pozwolenie Liam
-ok - uśmiechnęłam się złowieszczo . Z tego względu że nadarzyła się okazja i Lu raz z Harry'm chcieli wykonać kółko dookoła naszej grupki podłożyłam nogę Louis'owi powodując oczywiście moją wygraną,gdyż marchewkowy przeleciał przez pokój jak długi czyszcząc swoją koszulką podłogę.
- to był faul - wyjęczał
-mówiłam,że się zajmę?? - oddałam Liam'owi drugą szpatułkę nie zważając na jęki protestu Louis'a
- Dziękuje, dziękuje uratowałaś moje włosy - Harry zaczął obejmować mnie w łamiącym kości uścisku
- Harry jak nie zrobisz mi dzisiaj tych ciastek to pożałujesz - krzyknął Lu z podłogi, przez co Harry natychmiast zamknął się w kuchni obawiając się o swoje loczki i krzyknął
-po moim trupie - śmiejąc się złowieszczo.
Drzwi otworzył nam roześmiany Niall'er ,a już od progu dało się słyszeć krzyki,a raczej kłótnie Harry'ego i Louis'a oraz próbującego ogarnąć ich Liam'a .
-Hej Niall'er- przywitałam się wchodząc do środka
- Hej - przytulił mnie spoglądając z uniesionymi brwiami na zayn'a - co ty masz we włosach?
- co ? mam coś? -zapytał mulat dotykając swojej czupryny
- to popcorn !- blondyn wyjął z włosów mulata wymienioną ?rzecz? i wsadził sobie do ust.
Zayn spojrzał na mnie jak obrażone dziecko przez co wybuchliśmy śmiechem wchodząc do salonu.
- Heej- zwróciłam się do Liam'a - a tym co??- spojrzałam na Louis'a goniącego Harry'ego ze szpatułką do miksera w ręce.
-Hej,Harry próbuje piec ciastka czekoladowe,ale Louis chce marchewkowe-przerwał wskazując otwartymi rękami na chłopaków- za ty Harry nie chce mu ich zrobić więc wapniało myślny Loui postanowił za pomocą tych oto szpatułek od miksera powyrywać trochę włosów Harry'emu. - westchnął ciężko na głupotę Larry'ego a my wybuchliśmy ponownie śmiechem - jedną udało mi się wyrwać Louis'owi,jeszcze jedna- westchnął ciężko
- Pomocy !!!-piszczał Harry
- mogę się tym zająć, ale nie odpowiadam za siniaki i zadrapania - za proponowałam
- tylko go nie zabij - dał mi pozwolenie Liam
-ok - uśmiechnęłam się złowieszczo . Z tego względu że nadarzyła się okazja i Lu raz z Harry'm chcieli wykonać kółko dookoła naszej grupki podłożyłam nogę Louis'owi powodując oczywiście moją wygraną,gdyż marchewkowy przeleciał przez pokój jak długi czyszcząc swoją koszulką podłogę.
- to był faul - wyjęczał
-mówiłam,że się zajmę?? - oddałam Liam'owi drugą szpatułkę nie zważając na jęki protestu Louis'a
- Dziękuje, dziękuje uratowałaś moje włosy - Harry zaczął obejmować mnie w łamiącym kości uścisku
- Harry jak nie zrobisz mi dzisiaj tych ciastek to pożałujesz - krzyknął Lu z podłogi, przez co Harry natychmiast zamknął się w kuchni obawiając się o swoje loczki i krzyknął
-po moim trupie - śmiejąc się złowieszczo.
***
Odprowadzona przez Zayn'a znalazłam się w domu. Po mile spędzonym dniu marzyłam jedynie o kąpieli, dlatego po zamianie kilku słów z bratem udałam się do łazienki.
Spędziłam na kąpieli ponad godzinę, kiedy w końcu wyszłam z łazienki skierowałam się do kuchni po jakiś gorący napój ,padło na kakao.
- Emy czeka na ciebie w pokoju- powiadomił mnie Ian wchodząc do kuchni,dlatego zalałam dodatkowo jeszcze jeden kubek. Jeden od razu ofiarowałam bratu a dwa pozostałe zabrałam ze sobą
-dziękuje
- proszę bardzo braciszku - uśmiechnęłam się wychodząc z kuchni i kierując się do pokoju.
-Hej- uśmiechnęłam się ofiarując jej jeden kubek
- hej, dzięki - upiła łyk,a ja zajęłam miejsce na przeciwko niej na łóżku.
- coś nie tak?
-hyym? - spytała
- coś się stało? - spojrzałam na nią,a ona odwróciła głowę
*coś nie tak, bardzo nie tak*
Odezwała się po chwili ciszy
- wyjeżdżam - szepnęła tak cicho,że zastanawiałam się czy czasami źle nie usłyszałam
-co?
- muszę wyjechać do L.A - powiedziała to tak jakby nie widziała w tym problemu
- ale jak to? na ile?
- mama sprzedała Nandos w Londynie,a ja muszę pomóc jej teraz w L.A bo sobie nie radzi.
- ale za kilka dni szkoła ci się zaczyna, zdążysz wrócić?
- nie, będę uczyła się w Londynie - zaprzeczyła - nie wracam tutaj - wyjaśniła, ja nie wiedziałam co powiedzieć, byłam lekko mówiąc w szoku . Miałam jedno pytanie dlaczego wszystko się pieprzy w momencie jak coś zacznie mi się układać ..
- a co z Max'em - spytałam ,cisza -Emy? - spytałam po chwili
- jedziemy razem - szepnęła, no to mnie zatkało. Teraz nurtowało mnie już drugie pytanie odkąd wiedzieli o tych swoich nowych planach?
- jak długo o tym wiecie ? - spojrzałam na nią z bólem a jednocześnie wyrzutem.
- Amy..
- czyli długo? -czułam się tak jakby ktoś mi przywalił, w oczach zebrały mi się łzy i byłam w stanie pokiwać tylko głową z pogardą.
Moi najlepsi przyjaciele mnie okłamywali, cały czas mówili że wszystko jest Okej, odkąd skończyłam sezonową pracę w Nandos nie miałam pojęcia co tam się działo, nawet nie wiedziałam że mama Em sprzedała lokal.
To cholernie boli kiedy osoby którym ufasz bezgranicznie i które wiedzą o tobie wszystko okazują się kłamcami, którzy cały czas udawali i czekali żeby sprawić ci przykrość żeby wyrządzić ci krzywdę ,żebyś cierpiała.
Oni uważają że jeszcze mało przeżyłaś, że jeszcze niczego się nie nauczyłaś, ale nie w moim przypadku, ten smutek i żal który teraz czułam zamieniał się w złość, nienawiść, mimo że cholernie bolało mnie to środku zebrałam się sobie starając nie pokazywać nic po sobie * przyjdzie czas na łzy* i założyłam swoją maskę zimnej suki.
- chcę tylko wiedzieć , chyba potrafisz od powiedzieć na takie banalne pytanie huh?
-od miesiąca - w końcu przyznała - Amy ja...- zaczęła ale je przerwałam
-okłamywaliście mnie, tyle czasu nic mi nie powiedzieliście - zaśmiałam się patrząc jej w oczy- na prawdę nic dla was nie znaczyłam ? - pokręciłam głową z politowaniem * ale byłam ślepa i głupia*
- Am to nie tak
- coś jeszcze?- weszłam jej w słowo
- co?
-czegoś jeszcze nie wiem?
Em westchnęła ciężko * o więc jest coś jeszcze*
- jestem zaręczona z Max'em - szepnęła
Dosyć , mam tego dosyć
-brawo - pokręciłam kpiąco głową, nawet tego mi nie powiedziała- zamierzaliście mi w ogóle powiedzieć?- spytałam, od powiedziała mi cisza
-co się z nami stało- spytałam, na co wzruszyła ramionami * fajnie że jej zależy *
- masz nowych przyjaciół, mniej czasu dla nas..
- tak, oni są szczerzy- westchnęłam teatralnie - poświęcam tylko czas tym, którzy na to zasługują- warknęłam coraz bardziej zła , dobrze wiedzieli że nie na widzę kłamstwa, zatajania,udawania
- wyjdź - powiedziałam patrząc jej prosto w oczy
-co?
- wyjdź z mojego mieszkania
Dziewczyna posłusznie wstała i ostatni raz patrząc na mnie wyszła trzaskając drzwiami.
W przypływie złości chwyciłam pusty kubek rzucając nim o wielkie lustro, które rozprysło się na małe kawałeczki wraz z kubkiem. Nie słysząc żadnych kroków stwierdziłam że Ian wyszedł z domu *dla mnie tym lepiej* oparłam się plecami o ścianę nieopodal rozbitego lustra podkurczając nogi i układając na kolanach soją brodę- zaczęłam cicho szlochać.
Nie patrząc na godzinę chwyciłam telefon wybierając połączenie; Zayn xx
po kilku sygnałach usłyszałam radosny głos chłopaka.
-hej Amy, już się stęskniłaś?- spytał, pociągnęłam cicho nosem szepcząc
- Zayn potrzebuje cię teraz - i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Chcąc uspokoić myśli i swój płacz zaczęłam zbierać szkło nie zwracając uwagi na to czy się kaleczę czy też nie. Niestety nie udało mi się w ten sposób zając swoich myśli więc zaczęłam na nowo płakać.
Nie ja nie płakałam, ja wyłam z bólu nie fizycznego ale wewnętrznego.
Znowu najważniejsze osoby w moim życiu mnie zraniły,znowu czułam się jak nikt.
Czułam się tak samo jak wtedy kiedy dostawałam od ojca.
Mój krzyk rozpaczy przerwały czyjeś biegnące stopy, ten ktoś zbliżał się do mnie błyskawicznie , a ja nie miałam siły ruszyć się ani powstrzymać łez , byłam wykończona.
Postać wpadła do mojego pokoju jak huragan świecąc sobie telefonem drogę.* Zayn*
Odciągnął mnie od szkła zagarniając w swoje ramiona.
Przytulił mnie szczelnie i zaczął kołysać na boki
- shh - szeptał - już dobrze - okrył moje ciało kocem leżącym na fotelu i zaczął nucić jakąś piosenkę.
Po dobrych kilku minutach, mój płacz zaczął cichnąć, a ja zaczęłam zasypiać.
- hej, dzięki - upiła łyk,a ja zajęłam miejsce na przeciwko niej na łóżku.
- coś nie tak?
-hyym? - spytała
- coś się stało? - spojrzałam na nią,a ona odwróciła głowę
*coś nie tak, bardzo nie tak*
Odezwała się po chwili ciszy
- wyjeżdżam - szepnęła tak cicho,że zastanawiałam się czy czasami źle nie usłyszałam
-co?
- muszę wyjechać do L.A - powiedziała to tak jakby nie widziała w tym problemu
- ale jak to? na ile?
- mama sprzedała Nandos w Londynie,a ja muszę pomóc jej teraz w L.A bo sobie nie radzi.
- ale za kilka dni szkoła ci się zaczyna, zdążysz wrócić?
- nie, będę uczyła się w Londynie - zaprzeczyła - nie wracam tutaj - wyjaśniła, ja nie wiedziałam co powiedzieć, byłam lekko mówiąc w szoku . Miałam jedno pytanie dlaczego wszystko się pieprzy w momencie jak coś zacznie mi się układać ..
- a co z Max'em - spytałam ,cisza -Emy? - spytałam po chwili
- jedziemy razem - szepnęła, no to mnie zatkało. Teraz nurtowało mnie już drugie pytanie odkąd wiedzieli o tych swoich nowych planach?
- jak długo o tym wiecie ? - spojrzałam na nią z bólem a jednocześnie wyrzutem.
- Amy..
- czyli długo? -czułam się tak jakby ktoś mi przywalił, w oczach zebrały mi się łzy i byłam w stanie pokiwać tylko głową z pogardą.
Moi najlepsi przyjaciele mnie okłamywali, cały czas mówili że wszystko jest Okej, odkąd skończyłam sezonową pracę w Nandos nie miałam pojęcia co tam się działo, nawet nie wiedziałam że mama Em sprzedała lokal.
To cholernie boli kiedy osoby którym ufasz bezgranicznie i które wiedzą o tobie wszystko okazują się kłamcami, którzy cały czas udawali i czekali żeby sprawić ci przykrość żeby wyrządzić ci krzywdę ,żebyś cierpiała.
Oni uważają że jeszcze mało przeżyłaś, że jeszcze niczego się nie nauczyłaś, ale nie w moim przypadku, ten smutek i żal który teraz czułam zamieniał się w złość, nienawiść, mimo że cholernie bolało mnie to środku zebrałam się sobie starając nie pokazywać nic po sobie * przyjdzie czas na łzy* i założyłam swoją maskę zimnej suki.
- chcę tylko wiedzieć , chyba potrafisz od powiedzieć na takie banalne pytanie huh?
-od miesiąca - w końcu przyznała - Amy ja...- zaczęła ale je przerwałam
-okłamywaliście mnie, tyle czasu nic mi nie powiedzieliście - zaśmiałam się patrząc jej w oczy- na prawdę nic dla was nie znaczyłam ? - pokręciłam głową z politowaniem * ale byłam ślepa i głupia*
- Am to nie tak
- coś jeszcze?- weszłam jej w słowo
- co?
-czegoś jeszcze nie wiem?
Em westchnęła ciężko * o więc jest coś jeszcze*
- jestem zaręczona z Max'em - szepnęła
Dosyć , mam tego dosyć
-brawo - pokręciłam kpiąco głową, nawet tego mi nie powiedziała- zamierzaliście mi w ogóle powiedzieć?- spytałam, od powiedziała mi cisza
-co się z nami stało- spytałam, na co wzruszyła ramionami * fajnie że jej zależy *
- masz nowych przyjaciół, mniej czasu dla nas..
- tak, oni są szczerzy- westchnęłam teatralnie - poświęcam tylko czas tym, którzy na to zasługują- warknęłam coraz bardziej zła , dobrze wiedzieli że nie na widzę kłamstwa, zatajania,udawania
- wyjdź - powiedziałam patrząc jej prosto w oczy
-co?
- wyjdź z mojego mieszkania
Dziewczyna posłusznie wstała i ostatni raz patrząc na mnie wyszła trzaskając drzwiami.
W przypływie złości chwyciłam pusty kubek rzucając nim o wielkie lustro, które rozprysło się na małe kawałeczki wraz z kubkiem. Nie słysząc żadnych kroków stwierdziłam że Ian wyszedł z domu *dla mnie tym lepiej* oparłam się plecami o ścianę nieopodal rozbitego lustra podkurczając nogi i układając na kolanach soją brodę- zaczęłam cicho szlochać.
Nie patrząc na godzinę chwyciłam telefon wybierając połączenie; Zayn xx
po kilku sygnałach usłyszałam radosny głos chłopaka.
-hej Amy, już się stęskniłaś?- spytał, pociągnęłam cicho nosem szepcząc
- Zayn potrzebuje cię teraz - i nie czekając na odpowiedź rozłączyłam się.
Chcąc uspokoić myśli i swój płacz zaczęłam zbierać szkło nie zwracając uwagi na to czy się kaleczę czy też nie. Niestety nie udało mi się w ten sposób zając swoich myśli więc zaczęłam na nowo płakać.
Nie ja nie płakałam, ja wyłam z bólu nie fizycznego ale wewnętrznego.
Znowu najważniejsze osoby w moim życiu mnie zraniły,znowu czułam się jak nikt.
Czułam się tak samo jak wtedy kiedy dostawałam od ojca.
Mój krzyk rozpaczy przerwały czyjeś biegnące stopy, ten ktoś zbliżał się do mnie błyskawicznie , a ja nie miałam siły ruszyć się ani powstrzymać łez , byłam wykończona.
Postać wpadła do mojego pokoju jak huragan świecąc sobie telefonem drogę.* Zayn*
Odciągnął mnie od szkła zagarniając w swoje ramiona.
Przytulił mnie szczelnie i zaczął kołysać na boki
- shh - szeptał - już dobrze - okrył moje ciało kocem leżącym na fotelu i zaczął nucić jakąś piosenkę.
Po dobrych kilku minutach, mój płacz zaczął cichnąć, a ja zaczęłam zasypiać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej <33
Mam nadzieje że rozdział się podoba, trochę przyśpieszyłam ,mam nadziej że nie macie mi tego za złe xd
Rozdział miał się pojawić wczoraj, ale nie miałam jakoś motywacji i męczyłam się z nim trochę.
Następny nie wiem kiedy ( NA PEWNO ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ TERAZ RZADZIEJ = SZKOŁA )
Czytasz = komentuj



Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńNie wiem, dlaczego, ale nie obserwuje tego bloga, a jestem w 100% pewna, że dodawałam go do obserwowanych. Chyba mi sie coś popsuło i dlatego, też nie zaglądałam tutaj wcześniej.
Weny i czekam na nexta.
http://i-just-called-to-say-ilove-you.blogspot.com/
http://listen-to-the-voice-of-your-heart.blogspot.com/