"Życie jest zmianą,jeśli przestaniesz się zmieniać ,przestaniesz żyć"
Amy;
Słysząc przeklęty dźwięk budzika odszukałam sprytnie palcami odpowiedni przycisk i uciszyłam nowoczesne ustrojstwo ciężko przy tym wzdychając.
-no dajesz Amy,nie możesz nawalić -zaczęłam własną motywacje nadal leżąc na brzuchu z głową w poduszce i puki co nie otwierając oczu. Przekręciłam się z poprzedniej pozycji na plecy i usilnie próbowałam otworzyć oczy.
W końcu postanowiłam zwlec się z wygodnego,ciepłego łóżeczka więc mozolnie powędrowałam do łazienki w której wzięłam szybki prysznic po którym nałożyłam na twarz lekki makijaż składający się z ;pudru,eyelinera,błyszczyka,tuszu do rzęs.
Następnie związałam włosy w luźnego koka i założyłam ubrania .
Po ogarnięciu swojego wyglądu udałam się na dół moim celem była kuchnia.
-Dzień dobry-usłyszałam na wejściu znany mi głos
-Hej Max, co tu robisz tak wcześnie?-zapytałam udając zdziwienie gdyż tak na prawdę spodziewałam się go tutaj , *Musze znaleźć mu dziewczynę * przebiegło mi przez myśl
- jak to co ? śniadanie -od powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie
-tak myślałam- przewróciłam oczami co wywołało napad nie kontrolowanego rechotu.
Usiadłam przy stole dostając pięknie przygotowane naleśniki z nutellą i malinami
-mmmmniam - potarłam ręce zabierając się za naleśniki
**
Po skończonym posiłku Max włożył nasze talerze do zmywarki i kazał mi każąc nie ruszać mi się z miejsca wybiegł z kuchni po chwili wracając
-Trochę spóźnione,ale wczoraj dużo się działo- powiedział stając przed mną -Spóźnionego Najlepszego - krzyknął dając mi z uśmiechem kolorowy pakunek
-dziękuje, jesteś kochany - cmoknęłam do w polik i zaczęłam rozrywać papier ozdobny siadając na kanapie. W środku znajdował się album ze wszystkimi zdjęciami od dnia w którym się poznaliśmy aż do dnia w którym nas rozłączono, zawsze dokumentowaliśmy każdą ważną i nie ważną chwile którą razem przeżywaliśmy.Dzięki temu Max te wszystkie zdjęcia wpiął w album.
Mimowolnie napłynęły mi łzy do oczu. Jednak nie wstydziłam się ich pokazać Max'owi, nie raz razem płakaliśmy chcąc sobie ulżyć wzajemnie w bólu który zagnieździł się wewnątrz nas.
Chłopak tak jak ja nie ma nikogo z kim łączą go więzy krwi jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym a on był pod opieką ciotki -siostry jego matki-. Jednak ta nie miała męża a wychowywała sama 3 swoich małych dzieci przez co została zmuszona oddać małego Max'a do domu dziecka - zaważył o tym brak pieniędzy i brak czasu tej kobiety,chłopak nie miał jej tego za złe ,zrozumiał mimo iż było mu cholernie ciężko.
-Nasze zdjęcia-powiedziałam przekręcając następną stronę i nawet nie zamierzałam ocierać łez które lały się po moich policzkach.
Spojrzałam się na chłopaka który z zaciekawieniem spoglądał na moją twarz i uśmiechnęłam się wskazując na fotografie na której w święta w domu dziecka ubieraliśmy choinkę -- po której nic nie zostało,gdyż niechcący spowodowaliśmy zwarcie i choinka spłonęła--
-choć tutaj-przytulił mnie mocno ścierając moje łzy i śmiejąc się z naszej głupoty.
****
-Ok jest 7;55 i muszę cię opuścić choć togo nie chce- powiedziałam wkładając trampki.Tak jak było umówione miałam chodzić 2 razy w tygodniu do sierocińca dokładniej we wtorek i piątek od 9;00 do 14;00,a z tego względu że dzisiaj był piątek musiałam się tam udać.
-Sierociniec?- uniósł jedną brew opierając się o futrynę
-Tak
-Będę trzymać kciuki-uśmiechnęłam się - ejjj - zaczął
- co?
-wiesz że cię kocham ?
-tak wiem, a ty wiesz że ja ciebie bardziej-uśmiechnęłam się żegnając się ekspresowym uściskiem i buziakiem w policzek.
-nie prawda -krzyknął za mną,chcąc pewnie zacząć się spierać kto kogo bardzie lub mocniej kocha.
Zawsze mówiliśmy do siebie "Kocham"- lecz zawsze znaczyło ono Kocham cie jak brata,kocham cię jak najlepszego przyjaciele i tak było zarówno u mnie jak i u Max'a.
Włożyłam do uszu słuchawki i udałam się w stronę przystanku metra,mającego mnie zawieść do sierocińca.
**około 30 min później**
Ślamazarnie doczłapałam się do "informacji" w sierocińcu
-dzień dobry - przywitałam się starając się być uprzejmą
- dzień dobry,Amy Black?-zapytała starsza kobieta, na co od powiedziałam kiwnięciem głową - miło cię widzieć,już o wszystkim zostaliśmy po informowani,choć za mną- kobieta ruszyła w głąb budynku-pokażę ci mniej więcej gdzie co się znajduje takie najważniejsze miejsca a reszta wyjdzie w praniu- uśmiechnęła się pogodnie.
Tak więc troszkę czasu zeszło mi na oglądaniu miejsc znajdujących się w budynku aż do momentu dotarcia do stołówki w której się zatrzymałyśmy.
-Tutaj ja niestety muszę cie zostawić, gdyż mam sporo papierkowej roboty, ale pomogą ci opiekunowie - powiedziała podchodząc do dziewczyny na oko w moim wieku i wskazując jej palcem mnie, trochę nie swojo poczułam się będąc w centrum.
-Witaj jestem Grace -przedstawiła się wyciągając do mnie rękę
-Hej Amy-od powiedziałam chwytając jej dłoń i lustując twarz dziewczyny.
- choć pomożesz mi- pociągnęła mnie lekko za rękę przerywając wzajemne wpatrywanie się. -musimy pozbierać naczynia,umyć stoły,podłogi i nakryć obrusy do obiadu - wytłumaczyła
-Ok - odparłam bez emocji
-ja przychodzę tu z własnej woli , nie iem jak ty? większość nastolatków jest tutaj z przymuszenia przez rodziców,Szkołę czy jakieś tam placówki.- zaczęła nawijać jak katarynka, Jezu jak ja nie na widzę takich spowiedzi * Am spokojnie nie denerwuj się *, *no zakaz jej coś pojadę * * wdech i wydech * starałam się uspokoić żeby jej w żaden sposób nie dogryźć
-nie uczysz się?, no wiesz szkoła itd. -zapytałam szybko zmieniając temat na bardziej wygodny jeśli już muszę z nią gadać.A poza tym ciekawiło mnie to bo przecież normalni ludzie chodzą o tej porze do szkoły zakuwać.
-Tak uczę, ale jestem zwalniana przez Szkołę w te dwa dni takie zajęcia jak by dodatkowe?-zastanowiła się przez chwile- tak tak myślę ,a ty? -pytała wycierając stół
-Ja mam nauczanie domowe,przez internet.-od powiedziałam .Ten typ chodzenia do szkoły załatwiła mi Margaret bo nie chciała żebym opuszczała ją w te dni i wiedział że mogę ją trochę olewać a tak to nie muszę użerać się z rozpieszczonymi gówniarzami.DZIĘKI CI BOŻE.
Całe czas w ośrodku spędziłam na rozmowie i pracy z Grace.Mam nadzieje że się do niej przyzwyczję , mimo iż gęba jej się nie zamyka jest pozytywną osobą.
Około 14;30 wróciłam do domu. Max o tej porze znajduje się w pracy więc muszę zająć się sobą.
Przygotowałam sobie szybki obiad i usiadłam przed laptopem. W trakcie mojego kilku godzinnego"chodzenia do szkoły"przed laptopem dostałam telefon
-Tak?- odebrałam nie spoglądając na wyświetlacz
-Witaj Amy tutaj Margaret, jak sobie radzisz?
-Szczerze coraz lepiej, cieszę się że mam tu Max'a - powiedziałam z uśmiechem
-wychodzisz na ludzi - zaśmiała się- dzwonię żeby ci przekazać że dyrektor postanowił przychylić się do skrócenia ci uczęszczania do sierocińca do 3 miesięcy w zamian za odpowiedzialność, sumienność itd. w tym czasie.
-dobre i to - powiedziałam -zgodnie z tym co myślałam
-tylko masz się starać bo od niego nic nie dostaniesz za darmo wiesz o tym. W razie problemów w ,które masz się nie pakować dzwoń.- powiedziała
-Ok.
- A co ze szkołą? siedzisz i się uczysz? -spytała z nadzieją
-Tak obiecałam ci - przewróciłam oczami
- To dobrze, tak trzymaj,muszę kończyć kochanie,gdyby coś się działo to wiesz co robić.
-Ok do usłyszenia- zakończyłam rozmowę powracając do nauki.
Jan;
-Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z dyrektorem placówki?-zapytałem grzecznie.
Obecnie znajduje się w Londynie w domu dziecka ,którym prawdo podobnie przebywała moje siostra.
-dzień dobry, a w jakiej sprawie? -usłyszałem za swoimi plecami czyjś głos. Odwróciłem się machinalnie od biurka przy którym stałem twarzą do osoby za mną stojącej.
-w sprawie mojej siostry
-zapraszam- wskazała wysoka kobieta drzwi z napisem dyrektor
-a więc o co chodzi?
- kilka lat temu została tutaj przyjęta dziewczynka - pokazałem starą znalezioną fotografie z albumu babci.- miała na imię Amy,Amy Black trafiła tu w wieku 5 lat - ciągnąłem - aktualnie ma 18 lat. Nasza mama zmarła kilka godzin po jej porodzie -powiedziałem zakańczając swoją wypowiedź z nadzieją.
- Tak pamiętam -powiedziała spoglądając na dopiero co otwartą kartotekę jak mniemam Amy.
- Czy mogła by powiedzieć mi pani gdzie mogę jej szukać -spytałem kładąc przed kobietą swój dowód w razie jakby chciała udowadniać że jestem z Amy spokrewniony.
-Nie-odparła a mi ciśnienie zaczęło rosnąć -przykro mi ale w wieku 14 lat trafiła do poprawczaka i nie mam pojęcia co się z nią stało , to wiedzą tylko w poprawczaku.- dokończyła
- ale jak to?- zapytałem zszokowany - wie pani chociaż do którego?
Kobieta wyjęła kartkę papieru i nakreśliła mi adres ośrodka
-przepraszam ale tylko tyle jestem w stanie zrobić - uśmiechnęła się pokrzepiająco
- dziękuje ze chociaż tyle - odwzajemniłem lekko uśmiech
- życzę ci powodzenia- wyciągnęła rękę w moją stronę
- nie dziękuje -uścisnąłem dłoń kobiety i powoli wyszedłem na zewnątrz z nową nadzieją na odnalezienie siostry.
Jedna myśl nie dawała mi jedynie spokoju ; co się stało ze trafiła do poprawczaka ?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ♥ I jak podoba się ?? akcja, akcja <33 za wszystkie błędy przepraszam - wybaczcie ;*
zapraszam do komentowania kochani , następny rozdział prawdo podobnie w środę <33
Do napisania ii gorące BUZIOLLE ♥♥♥

boski rozdział mam nadzieje, że już niedługo Ian i Amy sie odnajdą weny i buziole ;**
OdpowiedzUsuń